W marcu spędziliśmy kilka dni w naszym kochanym Jerez, podziwiając największe gwiazdy flamenco na deskach Teatru Villamarta. La Farruca, La Faraona, Angelita Vargas i inne kobiety z rodziny, zaprezentowały spektakl "Gitanas". Oglądaliśmy Rafaelę Carrasco w bardzo futurystycznym i mającym mało wspólnego z flamenco, przedstawieniu pod tytułem "Del amor i otras cosas". Wspaniale tańczyła z bata de cola, Angeles Gabaldon. Jednak na kolana powaliła nas dopiero Eva la Yerbabuena. Cały jej spektakl był świetny, ale mistrzostwem świata była zatańczona na końcu, solea. Ostatnim artystą, który tańczył w Villamarcie był jak zwykle świetny, niemłody już, Manolete. Końcowym akcentem Festiwalu był Agujetas w towarzystwie gitarzysty Antonio Soto. Było "puro pero puro". Agujetas zaprosił na scenę swojego syna Antonio, który zaśpiewał tonas i siguiriyas. Japońska żona Agujetasa, Kanako, zatańczyła nieco sztywną bulerię. Jak zwykle podczas występu Agujetasa, było dużo żartów i wymiany zdań z publicznością, obrażania cudzoziemców itd.

La Plaza el Arenal tiene las palmas mas altas...

Poniżej kilka zdjęć barrio Santiago, gdzie mieszkaliśmy, jedliśmy, piliśmy i gdzie poznaliśmy Moraito.


Znajomy "akcent" - wieża kościoła w centrum placu Santiago.


W Santiago powstaje Miasto Flamenco, centrum kulturalne, które ma skupiać wszystkich miłośników flamenco, będą się tam odbywać koncerty, warsztaty, odczyty itd. Niestety jeszcze nie wylazło z ziemi...


Smacznego...


Manolete, Agujetas i Elu de Jerez...


A tak zaczynają dzieci... Konkurs śpiewu flamenco dla dzieciaków, transmitowany był przez telewizję "Onda". Kilkunastoletnie dzieci i taka buleria, że nie powstydziliby się jej dorośli cantaorzy.